|
Po dodaniu kolejnych
tekstów pojawi się lista z której będzie można wybrać tekst do
przeczytania. Narazie przedstawiamy pierwszy artykuł. SYRENI
ŚPIEW
Po śmierci Stalina, wraz z pierwszym
tchnieniem odwilży, w kręgach wyższych urzędów zaczęto przemyśliwać o
„produkcji dla ludzi". Rodziła się wielka akcja tzw. produkcji
ubocznej, która miała zagospodarować rozbudowane moce nie tylko
przemysłu zbrojeniowego. Tworem tego etapu była syrena, małolitrażowy
samochód bez precedensu w historii polskiej motoryzacji. Z pozycji
dzisiejszej oferty rynkowej można patrzeć na nią z pobłażaniem. Zajmuje
ona jednak szczególne miejsce w sercach i pamięci wielu entuzjastów
polskiego automobilizmu. Samochód ten zyskał chyba najwięcej
dodatkowych nazwań, takich jak pieszczotliwe zdrobnienie - „syrenka",
wieloznaczne (od kształtu, odoru spalin z dwusuwowego silnika, oraz
sposobu ciułania środków na zakup) -„skarpeta" czy funkcjonalne -
„łapacz kur" (bo przez wiele lat produkowano model z drzwiami
otwierającymi się od przodu). Był to jeden z wielu wskaźników
popularności tego samochodu.
Na początku było „słowo" w postaci podjętej w maju 1953 r. uchwały
Prezydium Rządu o budowie samochodu popularnego. Najwyższe prezydium
określiło go „administracyjnie" jako „oszczędzający czas środek
przewozu, przy wykonywaniu czynności służbowych i wypoczynku,
przeznaczony dla racjonalizatorów, przodowników pracy, aktywistów,
naukowców i przodujących przedstawicieli inteligencji". Zgodnie z drogą
służbową realizację uchwały zlecono Centralnemu Zarządowi Przemysłu
Motoryzacyjnego, który powołał zespół do opracowania założeń samochodu.
Zakładano maksymalne wykorzystanie elementów samochodu warszawa,
zastosowanie skonstruowanego przez inż. Ferdynanda Blu-emke silnika
dwusuwowego (bazującego na silniku do pompy strażackiej), budowę
nadwozia w postaci szkieletu drewnianego wypełnionego płytami z pilśni
i pokrytego derma-toidem (za wyjątkiem blaszanej maski i błotników).
Myślą przewodnią było użycie minimalnych nakładów na uruchomienie
produkcji, która miała nie przekraczać 3000 samochodów rocznie. Prace
konstrukcyjne zostały rozpoczęte jeszcze przed ostatecznym przyjęciem
założeń i przebiegały równolegle w trzech ośrodkach: Wytwórni Sprzętu
Mechanicznego w Bielsku-Białej (silnik), Biurze Konstrukcyjnym
Przemysłu Motoryzacyjnego (nadwozie), FSO (podwozie). Koordynatorem
całości został Główny Konstruktor FSO inż. Pionnier. Konstrukcję
podwozia prowadził inż. K. Wilczyński przy współpracy inż. inż. L.
Dubiela (układ kierowniczy), Z. Glinki (półosie i zwrotnice), A.
Grabowskiego (rama), K. Korczyńskiego (układ hamulcowy) i J. Romana (oś
tylna i resory).
Prace przy nadwoziu (pod kierunkiem prof. inż. Panczakiewicza, z
udziałem inż. H. Dolegi i W. Kolasy) przeniesiono do FSO. Delegowano
wówczas z BKPMot do pracy w fabryce m. in. inż. Stanisława Łukaszewicza
i H. Siemińskiego. Załoga FSO, której w ramach „produkcji ubocznej"
groziło wytwarzanie maszynek do mięsa (wyprodukowano już 600 sztuk) lub
osi do kombajnów żniwnych vistula, przyjęła te decyzje z dużym
zadowoleniem.
W trakcie prac wycofano się z koncepcji poszycia płatami pilśni i
częściowo wyeliminowano drewniany szkielet („konik" prof.
Panczakiewicza), wprowadzając elementy z blachy. Instalację elektryczną
opracowywał inż. T. Dębski. 31 grudnia 1953 r. wykonano pierwszy z 3
przed prototypów, a w styczniu 1954 r. dwa następne z nadwoziem
konstrukcji drewniano-metalowej (potem zaniechanej), ze skrzynią biegów
JFYF9.
W wyniku spostrzeżeń i wniosków z obserwacji rajdowych postanowiono
opracować własną skrzynię biegów i zmienić drewnianą konstrukcję dolnej
części nadwozia na blaszaną. Skrzynię biegów opracowywał inż. J. Roman
z inż. L. Dubielem.
W lipcu 1954 r. inż. St. Łukaszewicz, H. Siemiński i W. Kolasa wykonali
dla prototypu makietę w gipsie w skali 1:1. Była to pierwsza stworzona
w fabryce makieta nowego samochodu. W marcu 1955 r. wykonano i
przekazano do badań pięć prototypów z dachem o konstrukcji drewnianej
obciąganej dermatoidem. W czerwcu tegoż roku wystawiono je na Targach
Poznańskich, gdzie wzbudziły tak ogromne zainteresowanie, że Prezydium
Rządu podjęło kolejną uchwałę w tej sprawie - tym razem o uruchomieniu
produkcji. W sierpniu 1955 r. FSO zorganizowała rajd doświadczalny po
różnych nawierzchniach na trasie blisko 6 tyś. km. W rajdzie tym, obok
prototypów syren, uczestniczyły także francuskie renault 4 CV\panharddyna
55 oraz niemieckie dkw3-6 i goliath 700 e. Wnioski z tej testowej
imprezy wykorzystano w dalszych pracach nad ulepszaniem nowego
projektu.


WNĘTRZE SYRENKI
W styczniu 1956 r. zakończono dokumentację
seryjną, która ostatecznie wyeliminowała drewno z nadwozia. Zmiany
technologiczne wymusiła decyzja o zwiększeniu produkcji do 10.000 aut
rocznie.
W 1957 r. wykonano 100 sztuk samochodów serii próbnej, które miały
nadwozia z blach wyklepywanych ręcznie na babkach cementowo-asfaltowych.
Jesienią 1958 r. rozpoczęto seryjną produkcję. Do końca roku
wyprodukowano 660 sztuk syren.
Uruchomienie produkcji uświetnione zostało nieoczekiwanym występem Jana
Kiepury, który we wrześniu 1958 r. po raz pierwszy zawitał po wojnie w
ojczystym kraju. Wychowany w duchu patriotycznym, „Chłopak z Sosnowca"
(walczył w I Powstaniu Śląskim i w wojnie 1920 r. a w czasie II wojny
światowej podczas każdego koncertu na Zachodzie mówił o losie Polski)
nie mógł nie odwiedzić najbardziej warszawskiej z warszawskich fabryk.
Dowiedział się o niej od taksówkarza, który wiózł go warszawą z
lotniska. Na Żerań „zajrzał" prawdopodobnie następnego dnia po występie
w Sali Kongresowej. Wizyta ta utkwiła mu w pamięci.
Jego biograf, W. Panek, cytuje z całego kilkutygodniowego tournee po
Polsce tylko jedną wypowiedź mistrza o wrażeniach ze spotkań z licznymi
audytoriami. Właśnie z Żerania: „Zamiast zaplanowanych dwóch piosenek,
musiałem śpiewać sześć czy siedem. Spociłem się strasznie. Zdejmowałem
kolejno marynarkę, sweter, krawat, zakasałem rękawy, a gdy robotnicy
zaczęli mnie podrzucać, czułem się jak sputnik w przestworzach".
Występ odbył się w pomieszczeniu montażu syreny, tuż za dawnym budynkiem
świetlicy Beton-Stalu. Za estradę służyła platforma transportowa.
Dodatkową niespodzianką było spotkanie Kiepury z jego przedwojennym
szoferem i kamerdynerem, Stefanem Zalewskim. Na Żeraniu pracował jako
brakarz obróbki cieplnej w zakładzie silnika M-20.
Czym był ten występ (światowej sławy tenor śpiewał swoje standardy, m.
in. „Brunetki, blondynki..." i „Ninon, ach uśmiechnij się") dla
pracowników, świadczy po latach wypowiedź Wacławy Walczak (nr ewid.
1704), która przez 33 lata pracowała w Rachubie Płac: „Był to
najwspanialszy występ. Jego głos w hali montażowej brzmiał cudownie.
Pamiętam euforię tłumu, uwielbienie dla Kiepury".
Podobnie jak w przypadku warszawy, modernizację syreny postanowiono
realizować etapami, wypuszczając kolejne modele. W 1960 r. ukazał się
model 101 z wieloma podstawowymi zmianami, takimi jak: nowe zawieszenie
przednie z amortyzatorami teleskopowymi (zmieniono przy tym konstrukcję
wspornika resoru przedniego i wspornika mechanizmu kierowniczego),
mniejsze koła z ogumieniem o szerszym profilu opon (co spowodowało
potrzebę zwiększenia rozstawu kół tylnych o 40 mm do 1240 mm), czy
usztywniona maska.
Syrena 101, na której zawodnicy FSO uczestniczyli w pierwszych swoich
Rajdach Monte Carlo, wyposażona była w dwusuwowy silnik S-15, ważyła 930
kg, osiągała prędkość 105 km/godz., paliła 9 litrów na 100 km.
W 1962 r. wprowadzono model 102, który miał m. in.: nowe drzwi skrócone
od dołu, z nową ramką szyby i oknem obrotowym, zwiększoną
funkcjonalność bagażnika, nowe foteliki przednie, wyciągany hamulec
ręczny umieszczony pod deską rozdzielczą, prądnicę o mocy podniesionej
do 200 W, wraz z nowym regulatorem, nowe zespolone lampy tylne i
instalację elektryczną dostosowaną do reflektorów przeciw-mgielnych.
Model 103 (maj 1962 r.) miał szereg zmian dotyczących przede wszystkim
przedniej części nadwozia. Wprowadzono wlot powietrza o nowym kształcie
i nowym rozwiązaniu elementów dekoracyjnych. W podwoziu wprowadzono
sprawniejszy układ wydechowy silnika. Na bazie modeli 102 i 103
opracowano i wyprodukowano w latach 1962-63 kilkaset syren 102S i 103S,
w których zastosowano silnik i blok napędowy z samochodu wartburg 1000.
Zespół ten o mocy 40 KM wg DIN podniósł osiągi dynamiczne tych
samochodów, jednak kosztem powiększonego zużycia paliwa.
Zmiany wprowadzone do modelu 103 w latach 1964-66 obejmowały m. in.
zastosowanie dwóch amortyzatorów teleskopowych w tylnym zawieszeniu
(zamiast pojedynczego dźwigniowego), lżejszych kół jezdnych,
przeniesienie do bagażnika zbiornika paliwa. Zainstalowano także
stalowe przewody hamulcowe i odpowiadającą im armaturę. W nadwoziu
zastosowano proces bonderyzacji oraz lakiery piecowe. Ponadto usunięto
kły ze zderzaków oraz wprowadzono zunifikowane z warszawą lampy
kierunkowskazów przednich.
W lipcu 1966 r. uruchomiono produkcję modelu 104, który otrzymał nowy
zespół napędowy (silnik S-31 i nową czterobiegową skrzynię biegów typ
605). Podwyższono do 40 KM moc trzycylindrowego silnika S-31, umożliwiła
ona uzyskanie szybkości maksymalnej 120 km/godz. Wprowadzono w nim układ
chłodzenia płynem o obiegu poruszanym pompą. Blok napędowy (inż. E.
Kaima) był całkowicie nową konstrukcją, w której odstąpiono od
podłużnego podziału obudowy, wprowadzono synchronizatory dla wszystkich
przełożeń do jazdy w przód. Uruchomienie bloku napędowego 605 uznane
zostało jako egzamin z działalności poszczególnych służb fabrycznych
przed przystąpieniem do prac uruchomieniowych nowego samochodu (fiata).
Konstrukcja bloku napędowego została wykonana w Dziale Głównego
Konstruktora, zaś technologię oraz oprzyrządowanie technologiczne
opracowano w Dziale Głównego Technologa pod kierownictwem inż.
Eugeniusza Dworaka, wykonanie oprzyrządowania specjalnego powierzono
Narzędziowni.
Całość zagadnień związanych z obliczeniami geometrii uzębienia, jako
zagadnienie kompleksowe w kołach zębatych, jak również obliczenia
narzędzi do obróbki tych kół dokonano w Dziale Głównego Technologa pod
kierunkiem inż. Zbigniewa Sotomskiego. Z ramienia Głównego Konstruktora
odpowiedzialnym za przebieg uruchomienia został inż. Mirosław Górski.
Rama samochodu dostosowana została do zmienionego tylnego mocowania
bloku napędowego. W nadwoziu (konstruktorem prowadzącym był inż. St.
Łukaszewicz) zmieniono przegrodę czołową oraz łączącą się z nią część
fartuchów, na których dodano chwyt powietrza do wentylacji wnętrza.
Syrena 104 uzyskała rejestrację jako auto pięcioosobowe.
Rozpoczęto prace przy syrenie sport. Było to studium nadwozia z tworzyw
sztucznych oraz nowych rozwiązań podwoziowych, jak: nośna płyta
podłogowa, silnik czterosuwowy w układzie boxer, zawieszenie tylne na
drążku skrętnym. Prototyp tego pierwszego polskiego samochodu z
nadwoziem z tworzyw sztucznych, został ukończony w 1960 r. a jego
pojawienie się na ulicach budziło zrozumiałą sensację. Pracami kierował
inż. St. Łukaszewicz, kształt nadwozia opracował inż. C. Nawrót przy
współpracy inż. Z. Lebeckiego, W. Kolasy, Breneka i H. Siemińskiego.
Nowy silnik S-16 w układzie boxer opracowali inż. S. Skoczyński i A.
Zatoń, zawieszenie tylne na drążku skrętnym i wahaczach podłużnych
skonstruował inż. A. Drozdek.
W 1960 r. wykorzystując ramowe podwozie z tylnym zawieszeniem na drążku
skrętnym, opracowano i wykonano prototyp pick-up. W 1962 r. opracowano
i wykonano samochód z nadwoziem kombi (inż. St. Łukaszewicz i Cz.
Piechur).
W 1964 r. po podjęciu decyzji o gruntownej modernizacji syreny
rozpoczęto przy współudziale COKBPMotu prace przy syrenie 110. Samochód
ten (poza przewidzianym, zresztą jedynie przejściowo, zespołem napędowym
do syreny 104) był konstrukcją całkowicie nową. Miał nadwozie
samonośne, trzydrzwiowe typu kombi, niezależne zawieszenie wszystkich
kół. Całością prac kierował Główny Konstruktor FSO, inż. Roman Skwarek,
a 2 zasadnicze zespoły prowadzili: inż. J. Roman - podwozie, inż. A.
Zgliczyński - nadwozie. W 1967 r. po uruchomieniu syreny 104 wykonano
prototypy samochodów pick-up i furgon ze zmienionym zawieszeniem
tylnym, z dwoma resorami podłużnymi. Konstrukcje opracowali inż. St.
Łukaszewicz i Cz. Piechur.
Ogółem w latach 1957 - 1972 wprowadzono do syren ok. 2300 zmian
konstrukcyjnych, tj. średnio ok. 150 zmian rocznie.
Wkrótce po rozpoczęciu produkcji seryjnej syrena dostąpiła wysokiej
nobilitacji międzynarodowej. Stało się to dzięki takim zapaleńcom
sportu motorowego jak Stanisław Wierzba, Marian Zatoń, Marek Yarisella i
Marian Repeta. Postanowili oni „wyjść na zewnątrz" z samochodem
polskiej konstrukcji. I to nie byle gdzie, ale od razu w
najsłynniejszym i jednym z najtrudniejszych do dziś Rajdzie Monte Carlo,
który w styczniu zawsze otwiera sezon eliminacji do mistrzostw świata.
Wyjątkowa trudność tych właśnie zawodów polega na tym, że do
decydującej rozgrywki startuje się z nadmorskich bulwarów w Monaco w
łagodnej pogodzie śródziemnomorskiej, a następnie wspina się na górskie
serpentyny już w warunkach surowej, alpejskiej zimy. Co roku, z
rozgrywek tych wypadają najlepsi kierowcy na najlepszych aktualnie
maszynach świata. Są szczęśliwi, że przeżyli tę kolejną męską próbę
najwyższej miary.
Wyprawa polskich załóg w 1960 r., na dopiero co skonstruowanych w Polsce
w warunkach oszczędnościowych samochodów, wydawała się być
przysłowiowym porywaniem z motyką na słońce. A jednak, obydwie polskie
załogi (Wierzba - Zatoń i Yarisella -Repeta) na syrenach 101 dojechały
do mety.
W styczniu następnego roku z placu Zwycięstwa w Warszawie startują już
cztery syreny (Wierzba, Yarisella, Zatoń i Repeta), podobnie jest i w
1962 r. Tym razem metę osiągają trzy syreny. Najlepszy wynik uzyskał
Wierzba (z pilotem L. Bielakiem), który zakwalifikował się do wyścigu
ulicznego na trasie Grand Prix Monaco. Interesujący się sportem
automobilowym telewidzowie polscy, mogą co pewien czas trafić na relację
filmową z parady finalnej w Monte Carlo, pokazującą jak księżna Grace (Kelly)
Rainier, ogląda się za syreną kierowaną przez S. Wierzbę. Jest on
jedynym Polakiem, który na samochodzie całkowicie polskiej konstrukcji,
uczestniczył w tym wyścigu. Jego ojciec Marian Wierzba przecierał szlaki
RMC w 1937 i 1939 r., ale na lancii aprilla. Najtrudniejsze chwile w
czasie RMC to zjazdy w dół. Hamulce nie należały do najmocniejszych
mechanizmów pierwszych syren, a dwusuwowym silnikiem nie można było
wyhamować.
Następuje rok przerwy i w 1964 r. ostatni start syren (już 104S) w tym
Rajdzie. S. Wierzba po raz czwarty kończy wyścig i tym laurem zamyka
swą karierę sportową, zdobywając w sumie ośmiokrotnie tytuł Rajdowego
Mistrza Polski. Siedem razy zdobywał mistrzostwo jadąc na samochodach
FSO. Tytułem „Zasłużonego Mistrza Sportu" wyróżniono go już w 1956 r.,
kiedy odniósł pierwsze sukcesy za kierownicą warszawy. Rozpoczął pracę w
FSO w 1951 r., jako konstruktor (nr ewid. 2984). Od 1993 r. pracuje
nadal jako rzeczoznawca.
W 1972 r., gdy przygotowywano miejsce pod rozwinięcie produkcji przeszło
100 tyś. fiatów 125p rocznie, dalszą produkcję syreny wraz z
oprzyrządowaniem linii produkcyjnych i dokumentacją najnowszych modeli
przekazano do FSM (dawna WSM) w Bielsku-Białej. Następny polski
producent samochodów osobowych zaczynał przygotowywać kolejne zastępy
fachowców. Na Żeraniu w latach 1958-72 wyprodukowano łącznie 177.234
syreny. Ostatnie auta tej marki opuściły FSM w 1983 r. Razem z obu
fabryk wyjechało przeszło pół miliona tych samochodów.

WYCZERPANI ALE SZCZĘŚLIWI WIERZBA I ZATOŃ
NA MECIE OSTATNIEGO ODCINKA RMC
Jakiś szczególny duch musi tkwić w tym
samochodzie zrodzonym na Żeraniu. Po prawie 15 latach od zakończenia
produkcji odnotowano „powrót syrenek" w interesującym reportażu z toru
Automobilklubu Toruńskiego opisującym jak „skarpety" z przerobionymi

MORDERCZY ZJAZD PRZEZ KILKA STREF
KLIMATYCZNYCH
silnikami i skrzyniami biegów, pomalowane
na jaskrawe kolory, walczą o mistrzostwo toru. Syreny wygrywają, z
zachodnimi samochodami. Uzyskują czasy lepsze niż ścigające się w innych
klasach znacznie droższe samochody, nawet z napędem na cztery koła.
Większość syrenek dzielnie dojeżdża do mety. Syreni śpiew nie został
zapomniany.
|